Kategorie
Czy wiesz, że? Edukacja

E-learning

D-learning, czyli historia czerwonych liter

Wbrew obiegowej opinii studia na odległość mają długą tradycję. Szkolenie korespondencyjne, D-learning (z ang. distance learning), stało się popularne w latach dziewięćdziesiątych, gdy Polacy zafascynowali się innowacyjną metodą nauki języków obcych. Pamiętacie zeszyty z czerwonymi słówkami i kwadratową plastikową płytkę? Materiały kursów D-learningu wystawiane są na portalach aukcyjnych i sprzedażowych za kilkaset złotych! Wielu nauczycieli języków obcych twierdzi, że nigdy nie wymyślono lepszej metody nauczania.

Szkoła i lockdown

Do d-learningu zaliczamy programy telewizyjne. W Polsce, w czasach świetności kursów korespondencyjnych w latach dziewięćdziesiątych, rekordy oglądalności biła nadawana przed południem w programie pierwszym TVP „Telewizja Edukacyjna”. W czasach, gdy nikt nie słyszał o korepetycjach, młodzież oglądała „Telewizyjne Technikum Rolnicze”. Program rozpoczynał fragment piosenki „Hit the Road Jack” legendarnego amerykańskiego ojca rhythm and blues Raya Charlesa. Nikt nie śmiał się z D-learningu. Wręcz przeciwnie. Telewizja Polska sięgnęła po format legendarnej „Sondy” Zdzisława Kamińskiego i Andrzeja Kurka. W czasie lockdownu, w pandemii COVID-19, nauczyciele serwowali uczniom szkół podstawowych lekcje przed kamerą, co odbiło się szerokim echem i udowodniło, że to, co było dobre kiedyś, nie koniecznie sprawdzi się dzisiaj.

E-learning rozwija pracowników w USA

Tak jak w Polsce nikt nie drwi z d-learningu, tak w Stanach Zjednoczonych nikomu nie przyjdzie do głowy, by uznać e-learning za gorszy sposób edukacji. Wystarczy sięgnąć po raport Rolanda Bergera, wielkiej firmy konsultingowej z centralą w Monachium, która oplotła trzydzieści sześć krajów siecią pięćdziesięciu oddziałów. Z badań niezbicie wynika, że w USA 77% mniejszych i większych przedsiębiorstw korzysta z e-learningu w programach rozwoju pracowników. Znając Amerykanów trudno podejrzewać, że inwestowaliby ciężko zarobione dolary w coś, co nie dzieła.

40% firm z Fortune 500 w 2013 roku mogło się poszczycić planem wzmacniania edukacji internatowej. Trudno zarzucić magazynowi „Fortune”, że pisze nieprawdę. Opinię czasopisma, które narodziło się w latach pięćdziesiątych, są wysoko cenione przez biznes.

Global Industry Analysts to gigant badań rynkowych. Eksperci firmy pracują dla największych banków, korporacji, funduszy inwestycyjnych, a nawet rządów. GIA podaje, że rynek e-learningu zwiększył z 56 miliardów dolarów w 2013 roku do 100 mld dolarów w 2015 roku.

E-learning w edukacji to przecież coś innego

Naprawdę? Wystarczy przejrzeć oferty skierowane do nauczycieli przez uczelnie takie jak Uni-Terra.

Nauczyciele to osoby o wysokich kompetencjach. Studia podyplomowe i kursy kwalifikacyjne to nic innego, jak kolejny etap rozwoju zawodowego, w który w USA inwestuje się miliardy dolarów. Jest to jedną z przyczyn nieustannego wzrostu gospodarczego najbogatszego państwa świata.

Jeśli ktoś woli Chińczyków od Amerykanów to donosimy, że w Państwie Środka zarejestrowanych jest 135 milionów użytkowników aplikacji e-learningu. Prawie co trzeci z nich uczy się języków obcych on-line. Chińczycy szacują, że rynek nauczania zdalnego przekroczył wartość 315 mld juanów, czyli – w przybliżeniu – prawie 55 mld zł. Zwykle kwoty tego rzędu porównuje się do kilometrów wybudowanych dróg, stadionów i szkół, ale jak wiadomo statystyka to największe kłamstwo ludzkości, więc pozostańmy przy stwierdzeniu, że tort e-learningu jest wielki i słodki. W 2014 roku wartość e-learningu w Chinach wzrosła pięć razy, a siedemdziesiąt uniwersytetów Państwa Środka posługuje się własnymi narzędziami e-nauki.

Dlaczego e-learning ma złą opinię?

Przez dotacje na rozwój firm szkoleniowych przyznawane po 2000 roku. Szkolenia BHP on-line wyglądały jak dwie strony z WORDA ze ścieżką dźwiękową nagraną na dyktafonie. Można było zdobyć rozmaite certyfikaty na podstawie pokazu slajdów. Idea nauki zdalnej została wypaczona.

Winę ponoszą również uczelnie wyższe, które wmawiają, że e-learning zastąpi klasyczne studia stacjonarne. Nie zastąpi, bo nauka zdalna to zupełnie inna filozofia edukacji nieporównywalna z żadną inną metodą. To tak, jakby porównywać rower do deskorolki. Głupotą byłoby twierdzić, że nauka w sali wykładowej jest tym samym, co nauka przed komputerem. Nikt nie wykształci lekarza i psychologa na jednolitych studiach realizowanych w sieci. Ale dlaczego nie kształcić w ten sposób dietetyka albo nauczyciela wychowania do życia w rodzinie? Czy naprawdę chcemy posadzić w ławce magistra pedagogiki i podać mu kartkę wyrwaną z zeszytu, aby wpisał swoje nazwisko i „podał dalej”?

E-learning to nauka „tu i teraz”

Pruska szkoła wmówiła nam, że najpierw trzeba wysłuchać wykładu, a później, już w domowych pieleszach, wykuć wszystko na blachę. Systemy e-learningowe działają jak kursy z czerwoną plastikową płytką. Nowoczesna nauka łączy z sobą wykład z treningiem wykorzystania wiedzy. Słynne nauczycielskie repetitio est mater studiorum (powtarzanie jest matką wiedzy) nie umarło. Wręcz przeciwnie. Wystarczy spojrzeć na aplikacje do nauki języków obcych, np. Busuu, czy Babel.

                Nauczyciele akademiccy, którym w czasach niżu demograficznego zależy na pracy, starają się tworzyć autorskie materiały edukacyjne. Nie wystarczy przepisać rozdział z podręcznika, aby zainteresować studenta.

                Hasło „e-learning to nauka TU I TERAZ” nie jest bon-motem. Statystyki wykorzystania platform edukacyjnych pokazują, że studenci siadają do nauki wieczorami i w soboty, czyli tam, gdzie chcą i kiedy chcą.

Licencjat w e-learningu

Nauka przez Internet cieszy się popularnością w procesie edukacji na kierunkach zawodowych. Studia te podejmują nie tylko maturzyści, ale młodzi ludzie po 25 roku życia. E-learning pozwala im pracować i uczyć się, a czasem studiować stacjonarnie inny kierunek. Zmienia się profil studentów. Przybywa świadomych swoich zainteresowań, dojrzałych, doświadczonych życiowo i zawodowo młodych ludzi, którzy odkrywają swoje pasje i korzystają z owoców deklaracji bolońskiej.

Od 1998 roku przy Uniwersytecie Poczdamskim z powodzeniem działa Instytut Technik Systemów Oprogramowania założony przez Hasso Plattnera, jednego z ojców sukcesu międzynarodowego przedsiębiorstwa informatycznego SAP AG. Studenci uczą się wirtualnie. Co roku na kierunkach licencjackich studiuje osiemdziesiąt osób. Instytut nadaje tytuły magistra. Prowadzi również szkołę doktorską. Szkoła Plattera zajmuje czołowe miejsca w rankingach jakości nauczania w krajach niemieckojęzycznych.

W polskich uczelniach lawinowo rośnie liczba studentów ubiegających się o indywidualną organizację studiów, indywidualny tok studiów i studia międzywydziałowe. Mimo zmniejszającej się liczby studentów wykładowcy wydłużają dyżury, by przyjąć eksternów, studentów pracujących i kształcących się na podstawie decyzji dziekana. Wejście e-learningu na uniwersytety, politechniki i akademie jest kwestią czasu. Rewolucję technologiczną przyśpieszyła pandemia COVID-19.

M-learning, czyli spotkanie na odległość

Uczelnie w czasie izolacji społecznej korzystają z platform m-learningowych. Z dnia na dzień wykładowcy musieli poznać narzędzia służące do bezpośredniej komunikacji z grupą studentów. Okazało się, że programy pozwalają wyświetlać prezentacje, odtwarzać filmy, prowadzić czat i ożywioną dyskusję. Bez stresu, strachu o spóźnienie i złowrogie spojrzenia wykładowcy. Polska edukacja zrobiła pierwszy krok w kierunku nowoczesności.

                Zobaczy listę uczelni, które przygotowały dla swoich studentów ofertę edukacji internetowej.

Studia licencjackie e-learning zgodne z rozporządzeniem ministra

Polska to kraj kontroli urzędniczych, nadzoru, pozwoleń, rozporządzeń i często wykluczających się przepisów. Żaden rektor o zdrowych zmysłach nie otworzy kierunku w systemie e-learningu bez spełniania warunków formalnych i uzyskania odpowiednich zgód.

Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, z dnia 27 września 2018 roku.

§ 12.

1. Zajęcia mogą być prowadzone z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość, jeżeli spełniono łącznie następujące wymagania:

1) nauczyciele akademiccy i inne osoby prowadzące zajęcia są przygotowani do ich realizacji z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość, a realizacja zajęć jest na bieżąco kontrolowana przez uczelnię;

2) dostęp do infrastruktury informatycznej i oprogramowania umożliwia synchroniczną i asynchroniczną interakcję między studentami a nauczycielami akademickimi i innymi osobami prowadzącymi zajęcia;

3) zapewniono materiały dydaktyczne opracowane w formie elektronicznej;

4) studenci mają możliwość osobistych konsultacji z nauczycielami akademickimi i innymi osobami prowadzącymi zajęcia w siedzibie uczelni lub w jej filii;

5) weryfikacja osiągnięcia przez studentów efektów uczenia się odbywa się przez bieżącą kontrolę postępów w nauce, z tym że przeprowadzanie zaliczeń i egzaminów kończących określone zajęcia odbywa się w siedzibie uczelni lub w jej filii;

6) studenci odbyli szkolenia przygotowujące do udziału w tych zajęciach. W przypadku zajęć kształtujących umiejętności praktyczne metody i techniki kształcenia na odległość mogą być wykorzystywane pomocniczo.

E-learning dobrą metodą pogłębiania wiedzy

  • E-learning nie zwalnia z kontaktu z wykładowcami
  • Na studiach w systemie e-learning trzeba zdawać egzaminy i zaliczać przedmioty
  • To ty podejmujesz decyzję o zapisaniu się na studia, więc przemyśl czy taka metoda nauki ci odpowiada
  • Jeśli po całym tygodniu pracy nie masz siły na weekendowe zjazdy, poszukaj studiów z nauczaniem zdalnym
  • Dyplomy licencjata i magistra zdobyte na studiach e-learningowych nie różnią się niczym od dyplomów, które otrzymują studenci studiów stacjonarnych i zaocznych

Masz pytania? WS UNITERRA CZEKA NA CIEBIE!