Kategorie
Uncategorized

Nie musimy mieć kompleksów

Świat jest globalny, ale to nie znaczy, że wszyscy powinniśmy realizować te same pomysły. Stawiajmy na autonomię szkoły – mówi dziekan Wydziału Nauk Społecznych i Nauk o Zdrowiu Wyższej Szkoły Uni-Terra dr hab. Radosław Muszkieta.

dr hab. Radosław Muszkieta

Przeczytałem na pana stronie internetowej, że ma pan siedmiu synów. Jak znoszą pandemię?
Bywa różnie, czasem stresująco. Paradoksalnie nauka zdalna obciąża nasze dzieci i naszych uczniów bardziej niż praca w tradycyjnym modelu edukacji. Czasem synowie przygotowują kilka samodzielnych prac jednocześnie. W tygodniu jest ich do napisania stosunkowo niewiele, a potem nagle przychodzi piątek i na poniedziałek trzeba przygotować kilka projektów. A wszystko to rozgrywa się w jednym mieszkaniu, w jednym czasie.


Pytanie, kto tak naprawdę robi te prace, projekty, zadania domowe, eseje i kto zdaje testy.
Wszyscy widzimy w Internecie zabawne scenki z rodzicami w roli głównej, którzy za plecami dziecka szepczą odpowiedź. Pewnie i tak też się dzieje.

A może odpuśćmy naszym dzieciom i uczniom wyścig za piątkami i białoczerwonym paskiem? Żyjemy w nadzwyczajnej sytuacji. Nie pierwsze to w naszej historii i nie ostatnie „stracone pokolenie”.
Coś w tym jest. Nie jestem zwolennikiem wyścigu po piątki i szóstki. Wyróżnienie uczniów „czerwonym paskiem” wypaczyło system edukacji. Zamiast się rozwijać, dziecko zdobywa oceny. W Skandynawii dawno zrezygnowano z egzaminowania zewnętrznego i szczególnego wyróżniania tych najlepszych. Jeżeli już, to wyróżniani są wszyscy, tylko na swój sposób. Szkoda, że nie czerpiemy z tych wzorców i wpatrujemy się w strony internetowe Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, ministerstwa edukacji i kuratoriów.


Był pan nauczycielem wychowania fizycznego. Niech pan powie z ręką na sercu – miał pan czas na indywidualne ocenianie całej trzydziestoosobowej klasy?
Akurat w przypadku wychowania fizycznego sprawa wygląda inaczej. Od wielu lat obowiązuje rozporządzenie, które nakazuje oceniać zaangażowanie, postawę i aktywność, a nie uzyskiwane efekty w postaci wyniku biegu na sto metrów albo rzutu piłeczką palantową. Niestety cały czas spora grupa nauczycieli wychowania fizycznego podchodzi do oceniania w niewłaściwy sposób. Problem pojawia się w przypadku oceniania przedmiotowego, gdy egzaminator jest zewnętrzny, anonimowy. Nie zdajemy sobie sprawy, że ocenie podlegają również nauczyciel danego przedmiotu, a także dyrektor szkoły, któremu zależy na dobrym miejscu placówki w rankingu. Co ma zrobić anglistka, której dalsza kariera zależy od wyników matury jej podopiecznych? Będzie motywowała uczniów twardym ocenianiem. Będzie ich przygotowywała do egzaminu, a nie rozkochiwała w pięknie języka angielskiego, jego gramatyce, strukturze i możliwościach słowotwórczych itd.


Jak wygląda polska szkoła na tle systemów zachodnich?
Czasami mamy kompleks wpatrując się w europejskie rankingi, w których polscy uczniowie zajęli to, czy inne miejsce. Media lubią sensacje, skandale, newsy. Rzeczywistość jest bardziej złożona. Przypadłością naszego systemu jest niedostateczna indywidualizacja nauczania. My, wychowawcy,
pedagodzy, nauczyciele, powinniśmy skupić się na indywidualnym podejściu do dziecka i indywidualnej ocenie ucznia. Dane z różnego rodzaju rankingów, zestawień i badań zostawmy urzędnikom ministerstwa edukacji, konsultantom, architektom systemu. Proszę spojrzeć na polskich studentów wyjeżdżających na zagraniczne uniwersytety. Czy ktoś słyszał, aby sobie nie radzili? Również dorośli Polacy odnajdują się na zagranicznych rynkach pracy. Potrafią pracować w grupie, są odpowiedzialni, szybko się uczą. W dużej mierze to sukces polskiej szkoły. Mam wielu kolegów, którzy uczą w Niemczech, Szwecji i Norwegii. Moja doktorantka jest gwiazdą w szkole w małej miejscowości niedaleko Oslo. Cenią ją za gruntowne wykształcenie. Skończyła wychowanie fizyczne i pedagogikę. Niestety nadal polska szkoła stawia na wiedzę, a nie na umiejętności. Pokutuje również przekonanie, że wszyscy nasi uczniowie muszą się uczyć tego samego przez dwanaście lat. Jeżeli statystycznie większość ludzi ma predyspozycje humanistyczne, po co obowiązkowa matura z matematyki? Uważano, że jeśli wprowadzi się obowiązkowy egzamin z matematyki, podniesie to jakość i poziom nauczania tego przedmiotu. Nie potwierdziły tego żadne wyniki badań. Wiemy, że
przywrócenie matematyki na maturze było decyzją polityczną. Chodziło o zasilenie politechnik, które w tamtym czasie przeżywały poważny kryzys.

Wskaże pan inne choroby naszego systemu edukacji?
Powrót do programów nauczania. Formalnie nauczyciela obowiązuje realizacja podstawy programowej, ale jest ona coraz bardziej szczegółowa. Nauczyciel nie ma już czasu na realizowanie czegokolwiek więcej niż podstawy programowej. A przecież uczniowie przychodzą na lekcję z pytaniami, własnymi obserwacjami i potrzebami. Chociażby teraz, w czasie pandemii, dzieci i młodzież potrzebują rozmowy z nauczycielem. Nauczyciel i szkoła potrzebują więcej autonomii w podejmowaniu działań edukacyjnych. Więcej autonomii, to także większa odpowiedzialność. Szkoły tworzą własne, szczegółowe programy nauczania.
Bardzo dobry kierunek, ale podstawa programowa rozrasta się i zostawia coraz mniej miejsca na kreatywny program nauczania. W szkołach skandynawskich nauczyciele realizują wytyczne. Stawia się na autonomię poszczególnych szkół.


A może my, rodzice, nauczyciele, dyrektorzy i uczniowie, potrzebujemy jasnych instrukcji postępowania?
Zaczynałem pracę w połowie lat osiemdziesiątych. Do 1999 roku pracowaliśmy na programach nauczania grubości czterdziestostronicowej książeczki dla jednego poziomu nauczania. Wszyscy wuefiści w Polsce robili na lekcjach dokładnie to samo. W 1999 roku przeszliśmy na podstawę programową. Podstawa wychowania fizycznego w klasach czwartej, piątej i szóstej zawierała się na jednej stronie A4. Nikt nie wymagał od nauczyciela, że teraz uczniowie mają grać w siatkówkę, a za tydzień w koszykówkę. Wymusiło to na nauczycielach kreatywność, samodzielność i wsłuchiwanie się w potrzeby uczniów i ich rodziców. System nie do końca zadziałał. Zwyciężyło przyzwyczajenie.
Program nauczania można ściągnąć z Internetu, trochę go przerobić i złożyć dyrektorowi szkoły.

Jeden program nauczania pozwala wyrównywać szanse edukacyjne. Tego samego uczy się licealista w dobrym, wielkomiejskim liceum i w powiatowej szkole średniej. Nie wszyscy nauczyciele przygotują kreatywne programy. Może lepiej, żeby dać im do ręki opracowane w
Warszawie gotowce.
Wiem o czym pan mówi. Gdy przyjechałem na studia ze Wschowy byli oni – ci z lepszych szkół i my – z prowincji. Dziś świat się zmienił. Jest bardziej przyjazny. Mieszkańcy wielkich miast uciekają do mniejszych ośrodków. Proszę zobaczyć jak szybko rosną nowe osiedla we Wrześni, Pleszewie, Ostrowie Wielkopolskim, w Środzie Wielkopolskiej. Dzieci ludzi, które kupują tam mieszkania pójdą do najbliższej gminnej szkoły, która często wygląda lepiej niż ta wciśnięta między wielkie bloki na
poznańskich osiedlach. Patrząc w statystyki chociażby Szkoły Wyższej Uni-Terra widać, jak wielu nauczycieli z małych szkół decyduje się na pogłębianie kwalifikacji. Studia podyplomowe są standardem w rozwoju zawodowym nauczyciela. Świat jest globalny, ale to nie znaczy, że wszyscy powinniśmy realizować te same pomysły. Moim zdaniem powinniśmy wzmacniać autonomię szkoły.


Uczelnie mają już ten proces za sobą?
Przed 2004 rokiem w Polsce szczegółowo opisano około 110 kierunków studiów. Ktoś, kto kończył turystykę i rekreację w Poznaniu był takim samym specjalistą jak ten, który studiował np. w Gdańsku. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej i podpisaniu traktatu bolońskiego wszystko się zmieniło. Standardy zostały zastąpione ramami kwalifikacji. Już nie operowano przedmiotami i liczbą godzin, ale efektami uczenia się. Nikogo nie interesuje za pomocą jakich przedmiotów i jakiej liczby godzin wyposażymy danego specjalistę psychologii w wiedzę i umiejętności. Weźmy turystykę i rekreację. Jest to ciekawa mieszanka różnych dyscyplin. Absolwenci tego kierunku różnią się w zależności od tego, gdzie kończą uczelnię, bo tych wspólnych elementów programu nauczania praktycznie już nie ma. Ten, kto skończy turystykę i rekreacje w Toruniu, jest bardziej geografem, a ten, kto studiował ją na AWF jest bardziej specjalistą rekreacji. Ci sami absolwenci pracują w tych samych hotelach, biurach turystycznych, centrach informacji turystycznej i biurach promocji. Oczywiście takie rozwiązanie ma swoje zalety i wady. Z dyplomem w ręku wchodzą na rynek pracy zdobywając doświadczenie i dopiero wtedy wyrównują się różnice w ich wykształceniu.
Polskie szkolnictwo wyższe stoi w rozkroku, co widać na przykładzie punktów ECTS, które mechanicznie przypisuje się do przedmiotów. Nieważne czy student zda egzamin na piątkę czy na trójkę i tak dostanie np. cztery punkty ECTS. W Europie Zachodniej zdobywa się punkty procentowe. Zaliczysz przedmiot gorzej, nie dostaniesz czterech, ale np. dwa punkty. Kolejne dwa musisz zdobyć na innym przedmiocie. Mechanicznie przyklejono zachodnie rozwiązania do naszego systemu, w którym lubimy mieć wszystko szczegółowo opisane. Oczywiście, to nie znaczy, że wystarczy wprowadzić zachodnie rozwiązania i znikną wszystkie problemy. Szkolnictwo powszechne w Stanach Zjednoczonych kuleje. Kolejni prezydenci zmieniają kurs amerykańskiej szkoły o 180 stopni. Ameryka zmaga się z nieistniejącym już w Europie problemem analfabetyzmu.


W hollywoodzkich filmach widzimy studentów z książką pod pachą na pięknym zielonym trawniku. Bez pośpiechu, bez stresu, w partnerskich relacjach z wykładowcami. System edukacji USA wygląda na sprawny.
W setce najlepszych uniwersytetów na świecie aż siedemdziesiąt to uczelnie amerykańskie, oczywiście prywatne. Nagrodę Nobla amerykanie zdobywają niemal w każdej dziedzinie. Proszę jednak pamiętać, że sukces edukacji amerykańskiej jest sukcesem zamożnej części społeczeństwa.
W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do wyrównywania szans, darmowej, powszechnej edukacji, najlepiej na dużej państwowej uczelni, gdzie pięciu pracowników naukowych gnieździ się w odrapanym pokoju przed jednym komputerem.

Szczerze mówiąc wolałbym skończyć psychologię na państwowej uczelni, a operacje serca przeprowadzić w państwowym szpitalu.
Jest oczywiście kilka uczelni prywatnych, które znajdują się wysoko w rankingach. SWPS, wszystkie szkoły bankowe, Akademia Koźmińskiego, Collegium Civitas w Warszawie, Akademia F. Modrzewskiego w Krakowie. Oprócz marki uczelnie te mają również uprawnienia do doktoryzowania i habilitowania, realizują interesujące granty, a ich pracownicy mogą się pochwalić znakomitymi publikacjami. Zapewne za pięć lub dziesięć lat znajdą się na szczycie rankingu szkół wyższych w Polsce. W Stanach Zjednoczonych uczelnie od początku były tworzone przez ludzi majętnych. W utrzymanie uniwersytetu inwestuje się ogromne pieniądze.
Nie każda szkoła wyższa musi być Uniwersytetem Jagiellońskim.
Małe szkoły wyższe mają specyficzną rolę do spełnienia. Nasza uczelnia, Wyższa Szkoła Uni-Terra skupiła się na studiach podyplomowych, ale prowadzimy też studia pierwszego stopnia z dietetyki i pedagogiki specjalnej. Ich absolwenci niemal natychmiast zakładają własne firmy i odnajdują się na rynku pracy. Atutem mniejszych uczelni jest możliwość elastycznego doboru kadr. Zatrudniamy nauczycieli – praktyków. Bardzo niedobrze by się stało, gdyby na rynku pozostały tylko wielkie
państwowe uczelnie, które zresztą już za chwilę będą się łączyły ze względów ekonomicznych i demograficznych.

Kto idzie pracować do szkoły za 2 200 na rękę?
Ciekawe pytanie. Kolejni ministrowie edukacji próbują na nie odpowiedzieć, ale brakuje systemowego rozwiązania. Politycy obudzą się, gdy nauczyciele – emeryci będą ciągnąć dwa etaty z nadgodzinami. Zainteresowanie studiami pedagogicznymi na wszystkich uczelniach od paru lat pikuje. Do tego dochodzi niż demograficzny. Część wykształconej kadry nigdy nie złoży podania o pracę w szkole i zmienia zawód. Trudno przewidzieć przyszłość rozwoju kadry nauczycielskiej w Polsce.

Nasz system edukacji jest jak stary maluch, do którego wsiadają bardzo dobrzy kierowcy i wygrywają F1. Pomyśleć, co by było, gdyby wsiedli do mercedesa.
Mamy mnóstwo nauczycieli z powołaniem, ale mamy też wielu stosunkowo młodych nauczycieli z symptomami wypalenia zawodowego. Jeden z moich doktorantów prowadził badania, z których wynika, że ten problem pojawia się już po dziesięciu latach pracy. Kiedyś wypalony nauczyciel miał czterdzieści, czterdzieści kilka lat. Teraz zmęczenie i problemy z kreatywnością dotykają trzydziestopięciolatków. Pamiętajmy, że przed nimi całe lata pracy. Z badań wynika, że 40% nauczycieli po dziesięciu latach pracy ma pierwsze symptomy wypalenia zawodowego.

Można temu zapobiec?
Na płaszczyźnie systemowej wystarczy zmodyfikować ścieżkę awansu zawodowego. Jeżeli ktoś rozpoczyna pracę zaraz po studiach i idzie planowo z awansem, to ten najwyższy stopień nauczyciela dyplomowanego osiągnie stosunkowo szybko, czyli po dziesięciu latach pracy. Mam trzydzieści pięć lat, jestem nauczycielem dyplomowanym, ekspertem w swojej dziedzinie i już nie muszę się angażować, starać. Podobnie jest na uczelniach. Czterdziestoletni profesor? Nic nadzwyczajnego. Przed nim jeszcze cała kariera zawodowa. Czy znajdzie w sobie motywację, jeśli wspiął się już na ostatni szczebel w wieku trzydziestu kilku lat?

Jakie będą kręgosłupy naszych dzieci i naszych uczniów za dwa lata?
Nie trzeba być specjalistą, żeby sobie wyobrazić skutki pandemii w polskiej szkole. Zaokrąglone plecy, zapadnięta klatka piersiowa, skoliozy i otyłość. Minister Przemysław Czarnek zapowiedział, że zaangażuje Akademie Wychowania Fizycznego do szkolenia nauczycieli, w jaki sposób pracować z uczniami po powrocie do szkoły, nie tylko na lekcjach WF. Czekamy na szczegóły programu.

Dzisiaj będzie pan biegał z synami?
Wyjdziemy z psem na spacer. Czasem wystarczy wstać z kanapy, aby poprawić jakość życia. Tylko tyle i aż tyle.

prof. UMK dr hab. Radosław Muszkieta – dziekan Wydziału Nauk Społecznych i Nauk o Zdrowiu Wyższej Szkoły Uni-Terra w Poznaniu, nauczyciel akademicki, dyplomowany menedżer sportu, trener, instruktor różnych dyscyplin sportu i rekreacji, ekspert Ministerstwa Edukacji Narodowej ds. awansu zawodowego nauczycieli, autor ponad 500 publikacji naukowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *